"Jestem iskrą i wiatru powiewem smugą światła , co biegnie do gwiazd, jestem chwilą , która prześcignąć chce czas ...ale jestem! Ucha nadstawiam : słucham jak gra, Muzyka we mnie, w muzyce - ja! Nim wielka cisza pochłonie mnie, Pragnę wyśpiewać , wyśpiewać ,że: Trzeba żyć naprawdę , żeby oszukać pędzący czas. Pięknie żyć w zachwycie , życie zdarza się raz. Jestem piasku ziarnem w klepsydrze , Zabłąkaną łódeczką wśród raf, Kroplą deszczu , Trzciną myślącą wśród traw ...ale jestem! "

pełnia, czyli moja pieśń o przeznaczeniu...

do świata bajek schodzi się po zielonych schodach
Jestem na ulicy, ludzie twarzami zwroceni w jednym kierunku - konstruktor tego mostu ma przerąbane - pomylił się w obliczeniach i most się zawalił pod ciężarem samochodów, tirów i wszystkich pojazdów.
Ewakułują szkołę, pomagam przejść dwom małym dziewczynkom, popychajac je do przodu dotykając ich pleców.
A potem zostaję sama i siadam na zielonych schodach, prowadzących w dół do jakichś nieużywanych pięter szkoły.
Siedzę i patrzę jak na tych zielonych schodach pojawiają się magiczne postaci z bajek. Z tyłu dobiega mnie głos nauczycielki bym dołączyła do reszty. Odwracam się a moje realne bajkowe przewidzenia rozpływają się w powietrzu.
 
I jeszcze jeden sen, w którym przymierzałam czerwone buty z serduszkiem, i zielona sukienkę, do niej kolczyki i cienie i coś tam jeszcze...
 
Ach i motyw, z któego wybudziłam się z krzykiem, bo jakiś szalony starszy Pan próbował mnie rozjechać samochodem:/


gdzies--pomiedzy 2010-02-07 11:01:02 skomentuj (0)
dobry wąż nie jest zły...?
Dużo tych snów.
My w sypialni na miłosnych igraszkach, gdzieś w oddali moj brat. Nasze dziecko leżące w koszyku ale widziałam tylko główke, nie wiem dlaczego ale bałam się na nie spojrzeć...  a później podróż byliśmy u cioci, tam pełno dziwnych sytuacji. Wracamy zatrzymuje nas policja z karabinami, że niby mąż jest po narkotykach, częstują go dziwną kawą i faktycznie zaczyna być na haju. W końcu policjanci uspokajają mnie a przeciez to oni nas zatrzymali.
Basen, amazonki, widze swoje ciało. I jeszcze wąż - ktoś dał mi na ramiona węża... ja do niego jak do kota a ten coś nie bardzo - nie wiedziałam czy zamierza mnie udusic, czy od razu pożreć... ale dogadaliśmy się na tyle że wiedziałam że nie zrobi mi nic złego.
I ponoć śmiałam się przez sen...ale nie mam pojęcia z czego bo tu bynajmniej nie ma powodu mojego śmiechu.

Pracująca sobota...


gdzies--pomiedzy 2010-01-30 08:34:57 skomentuj (0)
dwie kobiety
Dom, zamek jakiejś kobiety. Moje wesele w nim. Mielismy mieszkac w drewnianym domku składajacym sie z dwóch pokoi jednego na parterze, mial jakies dwa metry na dwa i drugiego na poddaszu. Przerywany sen. Zastanawiałam się czemu nie możemy mieszkać z nią skoro ma taki zamek. Zamek był zimny, surowy i smutny. Maleńkie mieszkanie ciasne ale przytulne.  
Jestesmy przed zamczyskiem kobiety na kamiennych schodach. Na jednym postumęcie stoi ona na drugim inna kobieta. Jedna otwiera puszkę z którego wysypuje się zło w postaci roju małych czarnych owadów, druga podnosi dłon na wysokość metra z któej w dół spływa silny strumień światła - ognia.


gdzies--pomiedzy 2010-01-29 09:56:16 skomentuj (0)
stopa i koniec szkoły
Ponoć zima ma trwać do kwietnia... a i początek maja ma być chłodny.

Ocieplenie klimatu taaak...? 

Dziś w nocy wrociłam do snu z wczoraj. Byłam w szpitalu z tą swoją stopą... i nawiązywałam nowe znajomości ;) Fakt, że budziłam się co godzinę by moja połowa nie zaspała sprawił, że sen się splątał, zmieszał i odleciał.

Sniła mi się szkoła. A raczej jej zakończenie. Byłam smutna, trzymałam się z dala od reszty, gdzieś na uboczu ale wciąż i wciąż ktoś mnie zaczepiał, zagadywał, pytał, próbował rozśmieszyć.  Koniec szkoły. Pomyślałam... przecież o tym marzyłam, już nie trzeba się uczyć, zostanie tylko praca. Nauczycielki pytały o moje pasje, chciały bym im pokazała co robię, co tworzę, unikałam tego jednak. A kiedy weszłam nie wiadomo po co na gorne piętro szkoły i chciałam wejść za uchylone drzwi widząc, że są podłączone do sznurka uruchamiającego alarm, siłą rozpędu popchnęłam te drzwi automatycznie go włanczając. Nic sie nie stało, nic a nic zaraz go wyłączymy. Hmm...


gdzies--pomiedzy 2010-01-26 10:20:33 skomentuj (0)
stopa
Byłam sobie "gdzieś" i coś stało się z moją stopą a konkretnie piętą.
Najpierw zobaczyłam w niej dziurę przez którą wylała się przezroczysta galeretowata substancja. Dziura miała tak z 1,5 cm średnicy i była na tyle głęboka, że jak przechyliłam stopę to przez skórę na wylot  było widać jasną poświatę światła.
Byłam zdenerwowana, bo przecież  nie da się chodzić na palcach bo na pięcie opiera się ciężar ciała.
Po chwili w otwór wypełnił się gęstą krwią, bo nie wylatywała na zewnątrz. Obok ratowano jakiegoś człowieka, który od wielu godzin był zanużony w wodzie po pas i nie mógł o własnych siłach się z niej wydostać.
Ucieszyłam się, bo też leżałam na ziemi trzymając tę stopę nieruchomo. Ratownicy podeszli i pielęgniarka pobrała do strzykawki próbkę tej krwi i kazała czekać. Po dłuższym czekaniu stopa zdrętwiała i zrobiła się blada.
A potem... potem śnił mi się Paweł, był wrobiony w jakąś dziwną sprawę i chciałam dodać mu otuchy. Ach tak...i siedzieliśmy w garażu mojego taty za stołem, trzymałam go za rękę. Podeszła jakaś kobieta, zmierzyła mnie długim spojrzeniem zawieszając pytająco wzrok na mojej dłoni trzymającą Jego. Wytrzymałam spojrzenie, ale kiedy odeszła wypuściłam dłoń.




gdzies--pomiedzy 2010-01-25 09:06:19 skomentuj (0)
rano
Sen już przyblakł, ale wybudziłam sie z krzykiem.
Szłam ulicą, nagle obok na niewysokim murku zjawił się facet, po chwili był tuż za mną z jeszcze jednym. Zaczęłam uciekać a oni mnie gonić i kiedy byli tuż tuż wybudził mnie krzyk. I ot cała filozofia.

A skoro już tu jestem... i mam jakieś 11 min to może napiszę, że mija właśnie tydzień pracy. Moje genialne opory są przeterminowane znaczy się - są nudne, przebrzmiałe i męczące.
Za oknem świeci słońce.
Kwadratowe koła tańczą. Myśl jest mdła, kawa mocna a księżyce...  blado milczą ;)

Wiem nie rymuje się.

Nieszkodzi.

Napiłabym się wina. Tak troszeczkę ;)  Śniło mi się jeszcze, że dostałam sms-a znad Odry...i że ciotka miała jechać na wakacje do Szwecji.





gdzies--pomiedzy 2010-01-23 08:55:15 skomentuj (0)
sen
Wszystko działo się w Kościele. Stałam z tyłu, schody prowadziły dwoma przejściami w dół do ołtarza, było ich bardzo dużo zatem wierni siedzieli na podnoszonych stromo ławkach. Patrząc od tyłu miałam wrazenie ze za krawędzią jest przepaść, kiedy podeszłam zupełnie blisko zobaczyłam, że to tylko moja wyobraźnia bo tuż przy niej zaczynały się ławki.
Po co komu taki długi opis kościelnych ławek? Motyw, że tam nic nie ma, spadne w przepaść, schody znikną powtarza mi się i za dnia. Dopiero trzeźwa ocenia sytuacji - hallo - schody są nikt ich nie zabrał pomaga iść dalej.
Wracając do snu... Nagle w kościele zagrzmiały jakieś trąby i zorientowałąm się, że ta msza to msza pogrzebowa. Na środku przed ołtarzem stała duża trumna. Dwie kobiety przytulały się do niej, głaskały. Inna czytała coś na głos, odchodząc rzuciła jakąś luźną anegdotą do mikrofonu. (pomyślałam wtedy, że to cyganie) Tuż przede mną siedział młody ksiądz. I dalej... Dalej rozpoczęła się Komunia. Droga do ołtarza była naprawde daleka i zastanawiałam się oceniając tę odległość, zdążę nie zdążę. Nagle obok pojawiła się kobieta z Hostiami jak wafelki okrągłymi i dużymi ale w tej chwili moje nogi zaczęły zbiegać po schodach. Lekko i szybko, tym bardziej, ze przy oltarzu stało czterch lub pieciu kapłanów z kielichami w dłoni czekając.
Podchodzę, Kapłan wyjmuje Hostię i nagle tak samo płynnym ruchem jak mi ją podał wycofał rękę wraz z Hostią chowając Ją w kielichu. Zdzwiona i w sumie oszołomiona zaczęłam gorączkowo myśleć o co chodzi i doszłam do wniosku, ze to był Kosciół innego wyznania. Ale jak bylo naprawde... tego nie wiem.
Przed snem słuchałam chorału gregoriańskiego.



gdzies--pomiedzy 2010-01-21 09:27:10 skomentuj (0)
o odchodzeniu
W najgłębszym śnie śniłam o odejściu taty. Reszta była bardziej na powierzchni choć niezrozumiała.
Byliśmy na wyspie - daleko od domu. Dowiedziałam się, że dziadek, który odszedł ponad trzydzieści lat temu zmarł dopiero teraz. Obudziło to mój wielki żal, że zostałam oszukana, że nie mogłam Go poznać przez te wszystkie lata i nie rozumiałam również dlaczego nie dał znać że żyje. Pytałam siebie w kółko jak to możliwe...
Aż w  końcu trzecia osoba, rozmawiamy nacodzień. Tam na wyspie część rozmów rozgrywa się w jaskini - następna przy wodospadzie - zboczu góry z której każdy miał skoczyć w wielką przepaść by później polecieć do domu.
Kiedy dowiedziałam się o śmierci żyjącego dziadka miałam wykonać zadanie pod okiem dwóch starszych osób, szczególnie mężczyznę irytowała moja niezdolność skupienia się.
Na drewniannej desce z  powbijanymi starymi gwozdkami miałam poukładać elementy układanki - pozawieszać drobne elementy drewnianne - małe rzeźby. Ciągle nieustannie myślałam o śmierci dziadka. Jak skończyłam tą jedna układanke, kobieta podała mi drugą tabliczkę, tym razem na kawałkach papieru były pozapisywane różne słowa i miałam z nich stworzyć coś na wzór kolażu.
Takie archaiczne portfolio.
W końcu bliska płaczu wyrzuciłam z siebie, ze własnie zmarł mi dziadek.
Siedze w jaskini i przyglądam się jak dziewczyna próbuje wydostać się z wyspy i po chwili Jej sylwetka wylania się przy zejściu, zdenerwowana mówi ze nie da rady. Drugie podejście kończy się tak samo, już byla w powietrzu ale jakaś siła sprowadziła Ją spowrotem. I trzecie podejście - stoje tuż przy brzegu wodospadu, miałam być tą kolejną, która miała skoczyć. Darłam w dłoniach gazetę, która jednocześnie była historią mojego życia - miała mi służyć jak spadochron. Nagle z wody wyłania się dłoń dziewczyny błagająca by Ją wyciągnąć... podałam Jej rękę.
I zjawia się Znęcacz. Idziemy na spacer. Nagle uzmysławiam sobie, że jest duchem. Mówi, że nie muszę tak szybko stąd wyjeżdzać - skakać w przestrzeń - mogę poczekać na autobus, by wyjechac z wyspy. Słysząc to, poczułam delikatne muśnięcie na szyji, mówiące - spokojnie, wszystko jest dobrze.



gdzies--pomiedzy 2010-01-19 09:27:14 skomentuj (0)
sen
Wracaliśmy do domu samochodem. Po lewej stronie  z lasu wyłonił sie wielki stary i prawdziwy dinozaur.
Jadąc do domu, zjawiliśmy się na podwórku rodziców, ale dom był nasz a raczej wybudowany dla nas. Na zewnątrz było wielu różnych ludzi, których powitałam dość spontanicznie jednak po wejściu do domu mój entuzjazm opadł.
Zastałam tam rodziców ale też zupełnie zaskakujący wystrój domu. Dom był wystawiony specjalnie dla nas i rodzice uznali, że trzeba go wykończyć jak najszybciej.
Pierwszym pomieszczeniem które zobaczyłam była łazienka. Nie było w niej wanny, ale prysznicowy brodzik a za nim coś ciut większego i głębszego. Zastanawiałam się czemu nie ma zwykłej wanny i zwykłego prysznica? a skoro już łazienka jest tak przestronna i ogromna to równie dobrze zmieściłby się w niej niewielki basen...no cóż.
Jesteśmy w salonie i poraża mnie podłoga. Cała wyłożona płytkami wielkości 40 x 40 cm, posadzka była granatowo czerwona ze wzorami w kwiaty, przypominało to jakiś misterny wzór ale sprawiało przytłaczające wrażenie. Byłam w sumie zszokowana tą podłogą a kiedy przyjżałam się jej z bliska zauważyłam, że płytki są położone nierówno i mają krawędzie ze szkła, od których można było się zranić.
Moja mama stała gdzieś obok, z zaskoczenia nie miałam ochoty spojrzeć Jej w oczy ale moja bezsilność sięgnęła zenitu kiedy podniosłam wzrok i zobaczyłam ze firanki w oknach są długie i czerwone. Ciężkie czerwone zasłony.
Jak mogłaś? Ta podłoga? Te firanki? Przecież wiesz, że remontując nasze mieszkanie zmieniliśmy podłogę na białą! Rozpłakałam się i wbiegłam po schodach na piętro. Tam byłam sama. Znalazłam się na poddaszu było dużo światła, bo okna dachowe były w większej części dachu. Sufit załamywał się i wznosił, tworząc przestrzeń ciekawszą. Tam zasłony były inaczej upięte i w zupelnie innej kolorystyce.


gdzies--pomiedzy 2010-01-02 23:30:22 skomentuj (0)
istny koszmar
Jestem z mamą w sekretariacie, podpisuje umowe na kolejne zlecenie ale mama rozmawia jeszcze ze zleceniodawca, bierze długopis i w miejsach gdzie na umowie figurowały kwoty robi wyrazny dziecięcy szlaczek dla podkreślenia wagi i rangi umowy !
Od razu przechodzimy do realizacji, więc pędem bo już byłam spóźniona gnam na złamanie karku do sali gdzie mają odbywać się warsztaty ale ale... tata z mężem organizują stoły i krzesła dla uczestników, bo przecież na czymś muszą siedzieć.
Już jestem spóźniona... czas mnie nagli, wszystko dzieje się za szybko. Dojeżdzają, stoły wąskie jak z letniego ogródka piwnego, krzesła powkładane w samochód do oporu a ja biegnę z tą szlaczkowaną umową do organizatorki na miejsce.
Tam zastaję ludzi około trzydzieści osób, czekających na Instruktora i na zajęcia. Wszystko dzieje się w jakiejś szkole, zatem są ławki i krzesła - czyli wszystko w normie myślę sobie - to po co kazałam im kupować te stoły i krzesła??? co z nimi teraz zrobię???
Nic to... nagle uświadamiam sobie, że wszystko pięknie za parę minut mam "wystąpić" w programie mamy coś szklannego i świecę - extra... nie mam materiałów!!!
Panika. Wyciągam z sali organizatorkę w zaciszne miejsce, tuląc do piersi ową umowę i proszę Ją o pół godziny czasu, bo "wydarzyło się coś niespodziewanego" - ta niechętnie jednak bez większego wyboru daje mi kolejnych parę minut.
Wcześniej byłam wściekła na mamę za ten szlaczek na umowie, teraz spanikowana już nie mówię a krzyczę, że nie mam materiałów i nie wiem co będzie... ciach jesteśmy w warzywniaku - urzekła mnie glówka sałaty włoskiej, była tak urodziwa, że chciałam ją mieć ( pamiętaj, że dzieci nie biorą się z kapusty ;) - wraca stres warsztatowy - spanikowana wchodzę do pokoju obok a tam przy prawie zgaszonym świetle ekspedientka wyciera podłogi - sklep bardziej przypominał pokoj mieszkania niż sklep ale jednak była lada i regały - pytam czy ma jakieś drewniane deseczki, bo wiedziałam, że szklannych talerzy i świec tak na dzień dobry i na już nigdzie nie dostanę.
Pani uprzejmie wyjmuje z zaa lady małą deseczke kuchenną w kształcie liścia i mówi, że tak owszem znajdzie się w liczbie sztuk trzydziestu!
Już mam wracać do moich kursantów, oszołomiona tym całym zamieszaniem i gorączkowością i nagle dociera do mnie, że chwila... nie mam przecież farb, pędzli, środków czyli całego warsztatowego ekwipunku!!! Panika, zastanawiam się gdzie zostawiłam klucze z pracy, sięgam do torebki i mówię sobie dość, chce z tego wyjść! Po czym się budzę otwierając mocno oczy, żeby to wszystko zostało we śnie.

Przyśnił mi się mój cały całoroczny stres, że nie zdążę, że o czymś zapomnę, że coś przeoczę. Nic takiego nie wydarzyło się przez całe dwa lata  egzystencji tego skrawka biznesu, za który jestem odpowiedzialna - więc możesz sobie dziecko podarować te nerwy.
Pozbądz się ich. One nie istnieją. Umowy podpisujesz sama. Warsztaty organizujesz sama.
Fakt, przy większych eskapadach zawsze kogoś angażujesz, ale suma obaw względem rzeczywistości jest nieadekwatna.

Za oknem budzi się z mgieł poranek.




gdzies--pomiedzy 2010-01-01 08:52:06 skomentuj (1)
leśny pokój
Wchodzilam kilka razy do tego samego pokoju w ktorym byl las. Otwieralam drzwi i za nimi byl las. Schodzilo sie po schodach porosnietych mchem, zarosnietych chaszczami, trzeba bylo ostrążnie stąpać by się nie potknąć.
Już za pierwszym razem zauważyłam rosnące grzyby. Jak malowane. Zbierałam i wychodziłam. Nie wchodziłam głębiej, trzymałam się rejonu schodów. I znów. Wchodzę, zbieram grzyby, wychodzę. I tak kilka razy... za każdym razem było ich mniej, były mniej kształtne i urodziwe.
Kolejny fratment - dom rodziców, ale dużo większy od ich domu. Prawdziwa willa, z białą podmurówką i dachem jak w góskiej chacie ale na wysokich balach.
Tata na rusztowaniu przy szczycie dachu, coś tam majstrował...


gdzies--pomiedzy 2009-12-31 09:29:31 skomentuj (0)
sny
Mnostwo zapakowanych toreb, bylam jeszcze w centrum handlowym. Byl konfenansjer i ludzie i stoisko. Sprzedawałam nawet dywany... niestety zapomnialam o marzy i sprzedalam je po kosztach.
Tata pomagal mi przewozic rzeczy. Usiedlismy ze sklepowym koszem na takiej ruchomej tasmie, która po okregu przesuwala sie w dół. Na koniec wjezdzało sie do czarnej dziury, rece podnosłam do gory bo bałam sie, ze jakos sie w tym zakleszczę. Wpadłam z tym wszystkim do jakiegos suchego basenu.
 
Inny motyw to las. Szłam z jakims małym chłopcem i kimś jeszcze. Nagle pojawił sie tygrys. Przestraszylam sie, ze mnie pozre na dzien dobry ale uznałam ze jak bede spokojna to moze mnie nie zje. Szedł równo ze mna. Nagle ten mały chłopiec wyjał skąś rewolwer i oddał jeden strzał przed siebie, nastepnie wlozyl sobie lufe w usta i wystrzelił.
Patrzyłam na to z niedowierzaniem, zrobił kilka kroków i upadł.

Była jeszcze czarownico zielarka. Dom miała na uboczu, taka wiejska chate. Nie wiem co tam robiłam, pamietam tylko, ze kiedy wychodziłam zauwazyłam, ze ma sklepik z małymi pacynkami, laleczkami i innymi róznościami. 


gdzies--pomiedzy 2009-12-28 09:29:32 skomentuj (2)
chronologia
Stary ogród. Wszystko spowite w brązach. Jakiś chłopak husta się na wysoko zawieszonej hustawce, na dluugich linach. Husta się jakby ponad ogrodem. Ja z jakąś dziewczyną na dużo niższych blisko ziemi i tej sepiowej trawy. Przy hustawce rosną winogrona w pięknych kiściach. Zrywam po jednej i jem.

Sen pełen erotyzmu, który napawa mnie niesmakiem. Znów półmrok i sepia.
Wcześniej moja łazienka, której podłoga zawalona jest mnóstwem ubrań. Składam je na stosy i znosze gdzieś na dół po drabinie.
Moja praca przeniesiona do centrum handlowego. Wszystko otwarte, na stole warsztatowym pełno kurtek, ludzie wchodza i wychodzą. Oglądam pomieszczenia. Wchodze do takiego bez okien. Miało moze trzy na trzy metry, dotykam jednej ze ścian - jest ciepła, czyli za nią jest piec lub komin.
Są korytarze, wykładam rzeczy, wciąż myslę o drodze powrotnej, która bede musiala pokonac sama prowadząc samochód.
I jeszcze robię zakupy - zwykłe codzienne, kupuję płatki śniadaniowe, dzem, jakies serki, ekspedietnka podlicza rachunek, za kilka rzeczy wyszło ponad dwieście złotych. Nie mam kasy i jestem w kropce. Reszta się rozmyła.




gdzies--pomiedzy 2009-12-26 13:06:03 skomentuj (0)
odwilż
Przyszła odwilż. Po prawie dwudziestostopniowych mrozach to kolejny przekręt rozkapryszonej pogody.

We śnie byłam dziś z mamą w jakimś centrum handlowym, na stoisku był wystawiony wiejski i sielski serwis do herbaty. Dzbanek, filiżanki, spodki i talerzyki. Mama jak gdyby nigdy nic bierze dzbanek i wlewa do środka coś czerwonego przypominającego barszcz. Z przerażeniem patrze na to co robi - bo jak to tak biorąc na logikę, testować w sklepie jak będzie się nalewało z dzbanka... ? Wiem dobrze, ze czasem kapie z dziubka ale o tym zwykle dowiadujemy się już w domu zaparzając w nim po raz pierwszy herbatę.
( drugi z rzędu sen o filiżankach)
Na szczęście nikt z obsługi sklepu nie wzbudził alarmu, okazało się ze fajnie się nalewa i nam obu serwis herbaciany bardzo się podobał.
Idziemy dalej i przechodzę obok półki z torebkami. Jedna szczególnie przykuwa moją uwagę. Jest czerwona, tył był robiony z włóczki na drutach, z przodu miała jakiś ciekawy kwiatek. Biorę ją w ręce żeby przymierzyć i sprawdzić cenę - bagatela jedyne 495zł - odkładam torebkę i idziemy dalej.


Dziś chcemy odwiedzić kilkoro osób z świątecznymi drobiazgami w ramach wdzięczności za okazaną pomoc.
Choinka wymarzona stoi póki co w przedpokoju.
Tyle tych wszystkich zabiegów, szybkości, przygotowań, ale ciężko uwierzyć, że już jutro siądziemy do wigilijnej kolacji.



gdzies--pomiedzy 2009-12-23 13:04:57 skomentuj (0)
sny
Stałam na niewielkim wzgórzu i widziałam dwie rzeki. Jedna płyneła z lewej druga z prawej w pewnym momencie  koryta rzek skręcały tak, że łączyły się tworząc jedna ogromną i płynęły... przed siebie.

Z poduszki, na której śpię widzę przez okno na wysokości poddasza wysoki krzew na jednej głównej gałęzi z czerwonymi drobnymi kwiatkami, które kwitły pomimo siarczystego mrozu.

Siedze na ziemi z nogami w sandałach, jakaś dziewczyna wyjmuje mi spod paznokcia w lewej stopie jakieś "żyjątko" z ogonem jak u małej rybki.


gdzies--pomiedzy 2009-12-22 10:38:54 skomentuj (0)
sny
Byłam w bardzo starym domu. Chyba byłam pokojówką starszej Pani, na moje miejsce przyszła inna młoda dziewczyna miałam ją wtajemniczyć w szczegóły i obyczaje. Herbate podawało się z jakąś miksturą odpowiednio wlewaną do filiżanki, bez zachowania procedur "to cos" nie nadawało się do przełknięcia, było w smaku gorzkie i obrzydliwe. W domu były ogromne okna, wysokie sufity i wszystko było szare.
Inny dom - na naszym polu albo łące - dwa łączone pokoje, sama kładłam panele - białe jak u mnie w mieszkaniu ale te były z połyskiem. Lśniąco biała podłoga. Pokoje miały być "centrum warsztatowym relaksacji" kiedy tam przemykałam akurat odbywały się jakieś ćwiczenia.

Kolejny budynek - starożytna uczelnia - w murze było przejscie, w środku wielki amfiteatr. Ktos - albo mój mąz albo ojciec zamurowuje ścianę a na niej by nikt sie nie zorientował domurowuje starozyne ogromne znaki i litery...

Jedziemy samochodem, siedze na miejscu pasazera, skrecamy i wjezdzamy z duza predkoscia w drogę. Nagle na drodze pojawiaja sie maszyny znak "slepa uliczka" i policjant machajacy ze nie ma tamtedy przejazdu, asfalt sie urywa i jest tylko piach. Ok - zawracamy, ale wracam tam sama, jestem ponad drogą maszyny znikneły i inne samochody przejezdzaja jakgdyby nigdy nic.


gdzies--pomiedzy 2009-12-21 12:56:44 skomentuj (0)
finał
Jeśli dziś bedzie tak jak wczoraj to to będzie ostatni raz.
Byłam chyba na wszystkich okolicznych imprezach o jakich udalo mi sie uslyszeć a dzis jest ostatnia w tym roku i mam dosc.
Na maxa wkurzają mnie dziś ciuchy jakiekolwiek. Najchetniej przelezalabym ten dzien w  wannie albo bez ciuchów :/
Nie wyobrazam sobie siebie jako hostessy w jakimś centrym handlowym.
Troche pomoglo zaplanowanie najblizszych dni. Zostaja trzy do Wigilii. Nie mam prezentów ani żadnej listy co wypadałoby kupić.

Nad ranem snil mi sie jakis wazny budynek, z waznym dyrektorem którego nie bylo. Byl zastepca, poszlam w towarzystwie taty, zastepca zadzwonil do waznego dyrektora na co ten stwierdzil ze juz za pozno... i mialam byc wczesniej. Na ogromnym biurku lezało mnostwo pieczatek takich starych jak uzywalo sie kiedys, mniejszych i wiekszych.
A tak to przesypiam noce chyba kamiennym snem te kilka ostatnich.
I mysli mi sie ukladaja od tyłu bo już powinnam wychodzić i znow się spieszę.
Ostatnie wyjmowanie tych wszystkich drobiazgow, wieszanie, ukladanie i ostatnie pakowanie.
Dam radę.




gdzies--pomiedzy 2009-12-20 09:21:44 skomentuj (0)
pożegnanie
Odszedł Karol. Dziś w poludnie rodzina i przyjaciele pozegnaja się z Nim.
Ostatnio wszystko mi sie zalewa - klawiatura herbata, dzis telefon kawą:/

Trwaja moje trzy dni jarmarkowe na rynku. Dziś sypie śnieg tak ze świata nie widać. Rodzice odwodzą mnie od tego by tam iść a ja idę w zaparte, ze skoro chciałam to teraz muszę.
Fakt, ze pewnie ludzi nie bedzie, ale chce na powietrze. Chce byc z Nim i Nimi i chce stac pod gołym niebem.

Z rozważań dziewczynki - a co jesli Tam nic nie ma? 
- Ludzie wierzą w Anioły. Skoro wierzą to One muszą Gdzieś mieszkać.

"(...) i żywot wieczny Amen. "

Babcia zawsze mówiła, że jak pada śnieg to Anioły trzepią pierzyny i poduszki...  :)

Oglądałam dziś Jego zdjęcia na n-k. Fascynowały go rajdy i samochody. Może Tam... dostanie taką wymarzoną wyścigówkę.






gdzies--pomiedzy 2009-12-16 09:14:17 skomentuj (0)
wierszem
modlitwa wypaliła pieczęć
w sercu Twoich przyjaciół
 
żar spleciony z tęsknotą
że już nigdy
 
a jednak na zawsze

Karolowi - kropelka





gdzies--pomiedzy 2009-12-14 11:56:15 skomentuj (0)
"Żaden Anioł nie pomógł"
"Żaden Anioł nie pomogł"

Gdy umierał na krzyżu
cud się nie zdarzył
żaden Anioł nie pomógł
deszcz nie obmył głowy
piorun się zagapił gdzie inadziej uderzył
zaradna Matka Boska
z cudem nie zdążyła
wierzyć to znaczy ufać kiedy cudów nie ma
cud chce jak najlepiej
a utrudnia wiarę"

ks. Jan Twardowski





gdzies--pomiedzy 2009-12-13 00:15:58 skomentuj (0)