09:39:59
2011-04-29
mój czas
Stara - nowa. Zmęczona - zrelaksowana. Życie bez chronicznego napięcia. Życie - pełnią życia? Moje poranki. Moje dni, chwile, godziny. Moje wieczory. Mój czas.
Ciesz się tym, żyj tym. Czerp z tego siłe i radość.
skomentuj (0)
21:27:14
2011-04-16
przed zaśnięciem
Zacznij pisać. Co wieczór jakiś żal, że kolejny dzień mija bez zapisanego słowa. Bez jakiejkolwiek próby zmierzenia się z sobą, czy choć zatrzymania na chwilę tego mknącego biegu myśli.
Trudno :) trudno zwolnić. Trudno też wyłowić z żywego życia to najważniejsze coś. Poczucie, że zaczynamy żyć od nowa, że stoimy wciąż u progu nowego. Że mogę robić i nie robić, nie myśląc, że za chwilę ktoś mnie od tego oderwie, bądz robić w ciągłym poczuciu, że powinnam być w innym miejscu, przy tej osobie.
Terapia trwa. Z każdą kolejną sesją łapię się na tym, że faktycznie jej potrzebowałam i że to co jest teraz ma bardzo duże znaczenie w tym całym moim przejściu.
Pożegnanie tamtego życia, z tamtą częścią mnie samej. Przyjęcie tego nowgo, które się rodzi. Każdego dnia.
Zawodowo jakby zwolniło - może ciut więcej ładu, choć nieprzewidywalność mojej pracy odnośnie klientów i zleceń jest stałym elementem, który prawdopodobnie zawsze będzie jedną wielką niewiadomą.
Napisałam.
skomentuj (0)
09:12:55
2011-03-25
powroty z tęsknoty?
Niby każdy ranek jest podoby a jednak inny. Podobny na tyle,
że już na wstępie można by go było znienawidzić - inny na tyle, że jednak warto dać mu szansę.
Zmęczona zimą i czekaniem na wiosnę. Zmęczona przenikliwym
chłodem wiatru i codziennymi wiadomościami – ze świata. Onet stał się dla mnie
przyzwyczajeniem w formie porannej dawki praktycznie w całości dołujących,
złych i irracjonalnych informacji.
Miałam rześko wstać o siódmej, ale jedyne na co było mnie
stać to na wyłączenie budzika w komórce. Cóż… po co sobie odbierać coś co jest
akurat w danym momencie tak przyjemne?
W moich ambitnych planach na dziś jest praca, później
spotkanie ze znajomą.
W tych bardziej odległych jest znalezienie sukienki na
wesele i komunię plus świąteczne
porządki, które tym razem obejmą cały dom.
Jutro wolne. Może dam radę wybić się ponad schemat i wyluzowana
przeżyć dzień ;)
Marzy mi się jakieś przemeblowanie w Galerii, aczkolwiek,
musi być na tyle funkcjonalnie by dało się tam w miare swobodnie poruszać na
tych piętnastu metrach kwadratowych.
Czas zaczać dzień.
skomentuj (0)
09:19:29
2011-02-23
sen
Byłam w środku starej budowli. Robotnicy rozbierali mury. W
końcu ukazał się obiekt, z rozebranymi ścianami, zostały tylko główne
fundamenty i główne ściany podtrzymujące dach.
Stałam tam i rozglądałam się wokół. Stan był zadowalający na
rozpoczęcie nowych prac i robót poczynając od murowania nowych ścian.
skomentuj (0)
23:07:11
2010-12-25
pastelowo olejami
skomentuj (0)
10:06:35
2010-12-19
o sprzątaniu i zmianach
To wszystko co jest, jest bardzo nowe. Na tyle nowe, że od
kilku dni wciąż mnie zadziwia i zastanawia. Docierają do mnie przeróżne fakty,
momenty i póki co dość zaciekle je w sobie analizuje.
Dla większości ludzi w tym kobiet to raczej normalne, że
dbają o dom i wiedzą jak to robić ;) U mnie sprawa wygląda nieco inaczej, bo
wychodzi, iż przez większość czasu odkąd tu mieszkam robiłam to bo musiałam –
najczęściej na ostatnią chwilę i przed generalnymi wizytami ważnych dla mnie
ludzi. I jakby na to nie spojrzeć porządki i sprzątanie to bardzo duża część,
która pochłaniała mój czas.
Zawsze podziwiałam ludzi, których odwiedzałam – rzadko bo
rzadko ale jednak – gdzie wszystko jest na swoim miejscu, nie wypada z szaf i
szafek a podłóg nie pokrywa kurz.
Nasze „wielkie sprzątanie” zaczęło się chyba od chwili
ostatniego Naszego remontu, gdzie wszystko urządzamy sami i pod własny styl i
gust.
Ostatnio tak się jakoś składa, że po tej wielkiej przedświątecznej
panice i gorączce – po powrocie z sanatorium i urlopu, kiedy to poprzez terminy
i wołający mnie świat – odzyskałam ciut uspokojenia i poczucia czasu. W
zasadzie wciąż go odzyskuję…
Przez ostatnie trzy lata robiłam co mogłam by sprostać temu
wszystkiemu. Trzy lata – tak naprawdę to kropla w morzu, jeśli chodzi o
wewnętrzne schematy, przemiany i wgląd w to. Niby dzieje się dużo, niby to
wielkie milowe kroki. Zwycięstwa i przełomy.
Śmierć babci to diametralna zmiana w całym dotychczasowym
życiu. W moim myśleniu, przyzwyczajeniach i codziennych obowiązkach.
Teraz kiedy praca ucichła i spędziłam tydzień w domu na
odgruzowywanu go, wiele z tej codzienności do mnie poprzychodziło w ciszy i
byciu tu samej.
Być może nadchodzące Święta sprawiają też, że Ona sama jest
częściej w moich myślach. Być może.
Była z nami na ostatniej zeszłorocznej Wigilii. Jedynej na
jakiej u nas była i w zasadzie cieszę
się z tego i jest mi z tym ok.
Powroty do jakiejkolwiek powieści zawsze sprawiają, że
nabieram dystansu do własnego życia i zaczynam je widzieć. Czytając,
przedzierając się przez kolejne strony i losy bohaterów zaczynam widzieć, że w
życiu każdego człowieka jest czas na Życie. Że to co mnie spotyka, to co czuję,
czego doświadczam jest moją historią. I nawet jeśli tkwię w tym swoim lawirującym
odrealnieniu mimo wszystko Życie wyśpiewuję tę moją pieśń.
Przez ten porządek, którego dokonałam ostatnimi czasy dziś
czuję się zadowolona. Brakuje jeszcze kilku ważnych działań ale widać światełko
w tunelu niekończącego się bajzlu.
Porządek na chwilę to żadne wyjście. Moim celem jest
utrzymanie go na stałym poziomie a tego dokonam jedynie – regularnie dbając o
tę czystość.
To w zasadzie identycznie jak z higieną osobistą i
psychiczną.
I tyle, ze spowiedzi o poranku ;)
skomentuj (0)
22:40:48
2010-12-15
o chceniu ;)
Przed momentem wróciłam do wspomnień sprzed roku, zapisanych na łamach tegoż pamiętnika.
Prawie wszystkie notki to sny. Widać zatem, że coś niecoś poprzestawiało mi się w główce, skoro snów jest znacznie mniej a i ich pamiętliwość się obniżyła.
Teoretycznie i praktycznie, przeobraża się moja jakość życia na wielu płaszczyznach.
Bardziej po polskiemu to zdanie brzmiałoby, iż - teoretyczne i praktycznie, moja jakość życia przeobraża się na wielu płaszczyznach :)
Od zawsze mnie zastanawia ten mój przestawiony szyk w zdaniach.
Ból biodra prawdopodobnie ma przyczyne w skrzywionym kregosłupie - tak stwierdziła lekarka po telefonicznych oględzinach ;) w tajemnicy zamierzam udać się fizycznie do lekarza i zobaczymy co rzeknie.
Chciałabym jutro zrealizować swój plan i upiec świąteczne ciasteczka. Znalazłam przepis na maślane.
Chciałabym też zrobić sobie przepiśnik - a to z koleii taki sprytny scrapbookingowy album na przepisy aczkolwiek z tym zejdzie znacznie więcej czasu niż z ciasteczkami a i praca "nad" będzie wyglądała zupełnie inaczej.
Mam też w planach zamiar pójść jutro do pracy. Dawno mnie tam nie było... ciekawa jestem wrażeń i odczuć.
Przeczesuję net w poszukiwaniu różnych inspiracji. Urzekają mnie i oczarowywują te wszystkie vintag'owe blogi, gdzie dosłownie piękno miesza się z magią tego jak można twórczo mieszkać i żyć.
Chciałabym tak. Choć w maleńkiej części ale chciałabym.
O emocjach nie chce mi się. O jakichś głębszych przemyśleniach też nie.
Czas na sen.
skomentuj (0)
19:24:04
2010-12-07
bądź
Grudniowa noc. Za oknami odwilż. Coraz trudniej przychodzi
mi pisanie.
Sens i bez sens prześcigają się w dzikim tańcu zmęczenia i
zwątpienia. Niby lubię to co robię ale do jasnej ciasnej… czemu sprawia mi to
tyle trudności. Jakbym pracowała po uszy zanurzona w jakiejś gęstej smolistej
cieczy. Zero w tym lekkości, zero świeżości.
Jakoś mnie nie ciągnie ani do światełek ani do całej
świąteczności świąt. Taaak. Znów przeze mnie przemawia ten najmarudniejszy z
możliwych smerf Maruda!
Dobija mnie komercja świąt. Jasne, nie muszę w tym brać
udziału. Czy aby na pewno nie muszę?
Tak to ma wszystko funkcjonować. Galeria – Pracownia. Ta
tam, Ta tu. Ja tam i tu. Ja tu i tam.
Pieniądze się zarabia i wydaje. Zarabia i wydaje. Wydaje i zarabia. Zarabia po to by wydawać i
mieć CO wydawać. Z koleii cały interes ma się rozrastać, coraz lepiej
funkcjonować, przynosić dochody i zyski.
Dość.
Poezja się wije po okręgu
Dni błyskawicznie przemijają.
Od niechęci do wstrętu.
Z przymuszenia
Od nadzieii do obłędu.
Nabierz powietrza, odrzuć od siebie ten syf, przymuszenie,
ciężar, zduszenie.
Obejmij księżyc, przytul się do Nieba i po prostu bądź.
skomentuj (1)
10:12:39
2010-11-19
sny
Zapisane nocą - gonił pies, zaklęcia, prąd, konkurencja.
W rozwinięciu to wyglądało tak... nowa firma zajmująca się "rozwojem osobistym" (joga i inne czary mary) otwarła się gdzieś nieopodal mnie, choć okazało się, że to skraj dużego lasu. W środku miło i przytulnie choć miejsca niewiele. Wychodząc stamtąd zauważyłam psa, który nie był ani miły ani przyjemny. Był duży i zły. Warczał a po chwili rzucił się za mną w pościg. Uciekałam więc przez ten las aż wpadłam w jakieś okopy - zaczęłam się czołgać a nade mną leciały we wszystkich możliwych kierunkach druty wysokiego napięcia... tak z metr nad ziemią. Podłoże zaczęło się wznosić więc druty były coraz niżej iskrzyło z nich i było widać jak w środku "leci prąd".
Nie chcąc narazić się na porażenie zawróciłam i wyczołgałam się z tej pułapki... a tam oczywiście czekał na mnie Ten pies aczkolwiek teraz zmieniła mu się sierść z brązowej na czerwoną więc tym razem gonił mnie czerwony pies :|
Odnośnie zaklęć... cały sen był spowity jakimś magicznym klimatem.
Podobnie jak jego druga część.
Basen, niewidzialne moce, zastygła w marmurze - gipsie - kamieniu twarz przyjaciela. Maska opadła na dno a On sam nadal był z nami.
Pływałam tak jak normalnie nie pływam, czyli na plecach wymachując do tyłu ramionami. Generalnie wszyscy obecni w basenie byli chronieni przed kimś i przed czymś istniejącym a niewidzialnym.
skomentuj (1)
19:43:03
2010-11-10
nadmiar
Przenieś się tam gdzie znajdziesz siebie. Przez chwilę
zatrzymaj się w biegu.
Nikt ani nic nie zrobi tego za ciebie. Wiesz o tym, ale nie pozwalasz
na to by usłyszeć to co żyje tam w głębi i woła.
Przenoszę się tam gdzie znajdę siebie. Zatrzymałam się w
biegu. Nikt ani nic nie zrobi tego za mnie. Wiem o tym ale nie pozwalałam
sobie, mając cichą nadzieję, że to rozpłynie się i przeminie.
Jednego dnia tęsknota za pisanym słowem krwawi, następnego tak
jakby jej nigdy nie było. Czytanie czyichś słów przynosi wrażenie lekkości,
ubranie własnych myśli w słowa wymaga wysiłku.
Rzekłabym – dość owijania w bawełne…
Napisałam tamten list, pożegnałam się z Tobą, łamiącym się
głosem odczytałam słowo po słowie. Wypowiedziałam to z siebie wszystko. Na
pewno wszystko? Wszystko jest takim
samym uogólnieniem jak zawsze lub nigdy.
Żałoba to proces indywidualny - usłyszałam na swoje pytanie – jak długo to
potrwa.
Jej mieszkanie zostało przemalowane, przemeblowane i
pozbawione większości sprzętów i rzeczy osobistych.
Jeszcze przed wyjazdem do sanatorium, jakby w pośpiechu,
bardzo niepewnie z dziwnym uczuciem bezradności i powinności.
Wydaje mi się, że minęło bardzo niewiele czasu od tamtego
dnia kiedy odeszłaś. Wydaje mi się, że
wydarzyło się mnóstwo rzeczy od tegoż samego czasu.
Wydarzenia jedno po drugim lawinowo, samoistnie zupełnie tak
jakby chronologicznie były już gdzieś wcześniej zapisane a teraz tylko i
wyłącznie realizowane i urzeczywistnione.
Moje marzenia poniekąd spełniają się jedno po drugim a ja
jakby nie dość dojrzała na ich przyjmowanie.
Pracownia w Twoim salonie i sypialni, bo większość czasu
spędzałaś w tym jednym pokoju. To właśnie to miejsce omijałam szerokim łukiem,
wpadałam z krótkim cześć i całą sobą uciekałam byle dalej.
Taki paradoks. Ten paradoks od dwóch dni mnie prześladuje i
wpędza w dobrze znany stan.
Czuję się jak ten chomik w karuzeli z reklamy, który biegnie
i biegnie a koło się kręci i kręci i w zasadzie nie wiadomo czy paść ze zmęczenia
czy może wyskoczyć.
Tyle słów, których nigdy nie powiedziałam. Tyle uczuć, które
nie miały żadnych szans na wyjście poza. Większość starć i potyczek emocjonalno
słownych toczyło się w tym właśnie miejscu.
Tak trochę czuję się jakbym Cie zdradziła. Może z czasem ta
cała mieszanka wspomnień i obrazów zblednie.
Dałam temu miejscu nowe życie wnosząc tam siebie, swoją
pracę, swoje pasje.
Wczorajszy sen: znajduję dwa kwiaty na parapecie okna. Są zabiedzone, mają pożółkłe liście. Podnoszę je w górę i zauważam, że ziemia i korzenie toną w nadmiarze wody. Wylewam wodę, wkładam kwiaty do donic mając nadzieję, że to im pomoże i uratuje.
Spróbuję pisać codziennie, bo trudno tak wydobyć z siebie wszystko...
skomentuj (1)
20:57:48
2010-10-31
powroty
Pięć tygodni bez neta to niezły wyczyn.
To moje przeszłe pisanie i tamten czas, to pasmo jednej wielkiej udręki - tak widzę to teraz.
Z wrodzonej i niezłomnej ciekawości stawiam najprostsze w świecie pytanie... zagląda tu ktoś jeszcze? :)
skomentuj (2)
08:52:24
2010-09-18
o złości na sny
Po dzisiejszej nocy mam dość. Po wczorajszej też miałam, ale wciąż żywiłam tą nadzieje, że z każdą kolejną będzie lepiej.
Dziś miałam porwania dzieci w samolocie pasażerskim, sceny iście z filmu sensacyjnego, samochody wgniatające się jeden w drugi, ludzi i policjantów biegających z bronią a na koniec ktoś z nich poraził mnie paralizatorem. I dziękuję bardzo.
Później brat, zeszyty do historii, świerszczyki i inne bzdety.
Zatem oficjalnie żegnam się z tym lekiem.
skomentuj (0)
21:09:41
2010-09-12
inaczej
Czasem nie wiem gdzie się kończę a gdzie zaczynam.
Ile we mnie pustki, ile głębi? ile obecności, ile nieświadomości.
Odwiedziny maleństwa nie były tak bolesne jak
wszystkie dotychczasowe. Może to sprawka leków, a może samej świadomości, że tak
powinno być a raczej, że samego bólu nie powinno być aż tyle co dotąd.
To dziwne ale ścinanie włosów ma w sobie coś
uwalniającego. Czułam to 3 tyg. temu i dziś, kiedy postanowiłam się "dociąć" ;)
Do wyjazdu pozostaje mi dwanaście dni.
skomentuj (0)
09:23:27
2010-09-06
winda
Szpital - sanatorium. Dużo ludzi, dużo pięter,
zwykłe szare korytarze i winda. Ponura.
Jestem tam z jakąś dziewczyną. Do windy wsiadałam
kilkanaście razy, sama lub z innymi ludzmi. Po prawej stronie na przyciskach
najwyższym piętrem było "3" Za którymś razem na parterze budynku w szpitalnym
łóżku spotykamy młodego psychologa. Dla mnie był kimś obcym, dla mojej
towarzyszki kimś znajomym. Wchodzimy do windy i tym razem w windzie przyciski są
po obu stronach. Zagapiłam się i wcisnęłam poziom "-3"
Winda ruszyła a ja próbowałam sobie wyobrazić do
jakich podziemi nas wywiezie. Po jakimś czasie winda opuściła budynek (
zastanawiałam się jak może poruszać się po lini poziomej skoro winda zawsze
jezdzi w pionie).
Z okien windy, która wcześniej nie miała okien
zobaczyłam piękny krajobraz. Jakąś świątynię na wzniesieniu w blasku
zachodzącego słońca, jezioro, kilka wodospadów. To wszystko mijałyśmy w
towarszystwie jakiejś staruszki, która też pojawiła się znikąd.
Mijając to wszystko miałam nieodparte wrażenie, że już kiedyś tu byłam.
Winda dotarła do ostatniego fragmentu podróży.
Żelazna brama była zamknięta łańcuchem i właśnie wtedy udało nam się opuścić
windę. Za bramą winda wjechała do podziemi. Mnie w dłoniach został jedynie
delikatny łancuch a koleżanka pobiegła z innego piętra wywołać
windę.
W innym śnie uczyłam się unoszenia w powietrzu.
Ćwiczyliśmy na dużej sali z innymi ludzmi. Im się udawało, unosili się pod
sufitem mnie jednej nie.
Udało mi się dopiero pod koniec snu, ale odczucia
się ulotniły.
skomentuj (0)
20:51:51
2010-09-05
dobry kierunek
Wszystko płynie. Dawno nie pisałam a przynajmniej
tak mi się wydaje, że od ostatniego razu minęły wieki.
Leki dobrane za trzecim podejsciem chyba działają
tak jak powinny, w każdym razie serce nie chce mi wyskoczyć a sny nie przebijają
się ponad rzeczywistość.
Praca wciąż pochłania mnóstwo uwagi i czasu, z
niektórymi sprawami nie wyrabiam, inne odkładam na boczny tor i z tym powinnam
się pilnować.
Przez dwa tygodnie mieliśmy Gości. Czas płynął
szybciej niż zwykle jak to bywa w chwilach, które są przyjemne i dobre. Po Ich
wyjeździe znów zostaliśmy w Domu we dwoje z naszym zwierzyńcem.
Uświadamiam sobie różne rzeczy, od tych takich
najdrobniejszych po te większe, w których uświadomieniu czasem trzeba mi
odrobine pomóc lub popchnąć w tym kierunku.
Praktycznie odliczam dni do wyjazdu. Zostało około
2,5 tygodnia. Chciałabym bardziej ogarnąć dom, w pracy ogólnie zaprowadzić ład i
porządek w sensie ocenowania towaru i dopilnowania by ukochanie pozawieszało to
co wisieć powinno.
Chwilami zaczynam się nakręcać, że w ciągu trzech
tygodni powinnam odgrzebać się w sobie na nowo, uleczyć to co chore i uwolnić
się od tego co zamknięte. Ponoć bardziej powinnam się nastawić na odpoczynek tak
po prostu.
Na najbliższej wizycie spróbuje też porozmawiać o
tym z lekarką, która zapewne się zdziwi że dopiero jestem przed a nie po.
Z takim zacięciem nastawiałam się na pracujące
wakacje a tu prosze! już po nich. Za oknami jesień, w kalendarzu też prawie
jesień.
Poznaję coraz więcej nowych osób. Kiedyś to byłoby
nie do pomyślenia.
Snów nie zapisuję bo choć są głębsze to dość
chaotyczne. Mimo wszystko cała procedura z zasypianiem jest dużo bardziej
spokojna.
Zapał moich kursantek powoduje, ze zaczynam tęsknić
do tworzenia nowych rzeczy. Brakuje mi takiego ciągu, kiedy robiłam pięć rzeczy
jednocześnie nie zastanawiając się "ile mnie to kosztuje" wysiłku. Może właśnie
po to jadę do tego sanatorium. Żeby odpuścić.
Dom żyje innym życiem. Powoli odzyskuję jakąś
swobodę i poczucie domu i naszej rodziny. Wspomnienia i ostatnia rozmowa,
sprawiły, że połączyłam pourywane nici przeszłości i Jej wyników, za sprawą
czego jest to co jest, bo momentami czułam się tak jakbym sobie to wszystko
czego doświadczam wyssała z palca a jakby nie było to co jest ma swoją przyczynę
i źródła.
Wszystko zatem zmierza w dobrym kierunku.
skomentuj (0)
08:34:26
2010-08-02
dość
Dziś naprawdę mam dość.
Źle sypiam od przeszło dwóch tygodni. Zmienione dawkowanie leków za bardzo nie pomogło.
Mam nadzieje, ze uda mi sie dziś dostać do nie swojej niestety lekarki ale już mi wszystko jedno bylebym przestała śnić tak żywo, mocno i strasznie.
Nie chce mi się myśleć o bożym narodzeniu ani malować tych bombek, ani o odległym za dwa m-ce wyjeździe.
Jestem po prostu zła na te sny.
Wczoraj była w nich babcia i dziś też była w nim babcia, byli lekarze, nerwy, jakieś wariactwo, kruki wrony i wiedzmy.
Wstałam o szóstej, piję drugą kawe i choc zapowiadają na dziś upały a za oknem słońce w pełni jest mi przeraźliwie zimno.
Pracowałam sumiennie cały zeszły tydzień. Po rozmowie z lekarką i tej zmianie z lekami serio wierzyłam, że ta wyrazistość snienia po prostu minie.
Wiem, że trzeba dalej, że spokojnie, że powoli. Wiem, że trzeba się odnaleść, oswoić i przyzwyczaić.
Póki co mam to wszystko gdzieś i po prostu chcę spać. Móc się położyć i odprężyć. Rozluźnić, odpłynąć... a póki co czuje, że wszystko wokół delikatnie drży a moje spojrzenie na to co jest jest zachwiane.
skomentuj (0)
08:13:54
2010-07-19
nowy dzień
Nie ma sensu kurczowo trzymać tych chwil. Zbudził
się kolejny dzień.
Jest dom, jestesmy my, jest praca.
We śnie dostałam od kogoś sześćdziesiąt milionów
złotych a starą Toyotę dziadka przemalowałam ze srebrnego metalika na złoty.
Potem tą samą farbą przemalowałam jakieś ciuchy i kilka osób w tym stroju
zupełnie mnie nie rozpoznało.
Śpię i złoszczę się że śnię. Może po prostu trzeba
odpuścić.
Teraz kawa. Kilka pilnych spraw w pracy dwa
warsztaty.
Z ponad trzydziestostopniowych upałów temperatura
poleciała o około 20 stopni w dół.
skomentuj (0)
20:08:12
2010-07-18
przejście
ostatni oddech
ciszy dzwięk
słowa modlitwy
śmierć
Odeszłaś przed tygodniem. Zostawiłaś po sobie tę
przedziwną pustkę. Cała historia wtopiona w ten dom, wspomnienia, pamięć...
niech to wszystko wzniesie się i otworzy na oścież.
Znów słyszę las, choć w oddechu pełno cieni jeszcze
śpi.
Dwa koty, jeden pies i my.
Nadal nie wiem dokąd w nocy chodzą moje sny.
Zabierają mnie w dziwne miejsca. Częściej w złe,
niż dobre.
Cieszę się, bo zdążyłam tamtego ranka potrzymać Cię
za rękę. Cieszę się, bo mój Szkaplerz był przy Tobie w tej godzinie przejścia.
Życie dzieje się nadal. Trochę się miotam jak to
ja. Wciąż od nowa przypominam sobie, że już Cię tu nie ma.
skomentuj (0)
08:14:50
2010-07-05
odchodzi...
Wszystko się zmienia. Odchodzi moja babcia.
Z wciąż cierpiącej, niezadowolonej, obrażonej,
takiej na nie od kilku dni przykuta do łóżka ze zmienionym spojrzeniem i twarzą
godzi się z tym wszystkim co jest. Nie narzeka, nie płacze, nie złości się... po
prostu leży. Jedynie jedzenia odmawia. Taka bezbronna.
W domu zmieniło się wszystko jeśli chodzi o
relacje. Na wierzch powychodziły sprawy, które nosiłam w sobie przez te prawie
jedenaście lat a może dużo dłużej.
Pytano mnie, dlaczego się tym wszystkim nie
podzieliłam wcześniej. Teraz to wszystko wydaje mi się takie zwięzłe i szczelne
jak kilkaset zapisanych kartek związanych sznurkiem w paczkę.
To "kiedyś" które nadeszło zawsze było czymś
poniekąd nierealnie odległym, jakby nigdy miało się nie wydarzyć.
Dzieje się teraz. I nikt nie ma gotowego
scenariusza...
skomentuj (0)
22:08:34
2010-06-30
...
to wszystko jest jak jedna wielka farsa
skomentuj (0)
07:32:46
2010-06-21
sny
To był wielki szmateks, jakby w części mojej firmy.
Zasypany maksymalnie ubraniami. Razem z mamą próbowałam składać ubrania. Wciąż
karcona, irytowałam się na wszystko w końcu mama doprowadzona czymś do granicy
ostateczności wykrzyczała, że wychodzi.
W trakcie składania ubrań znalazłam pośród nich
dwie bluzki ciążowe, ponoć przysłała mi je kuzynka.
Inny sen...
W jakiejś rupieciarni podchodzi do mnie młody
facet, zagaduje, wychodzimy razem. Okazuje się, że nie mam domu. Stoimy na
ulicy, pamięć snu umyka. Spotykam zakonnicę, kładę się na chodniku, głowe na
krawężniku i tak zasypiam wtulona w habit.
Kolejny sen to jakiś samochód i wściekła kobieta,
dziwni ludzie, którzy chcieli mi przywalić tak dla zasady, bo nie wiem co im
zrobiłam. Kobieta była dość szalona, skakała po aucie, goniła mnie, rzucała czym
popadło. W rowie leżał medalik i mój szkaplerz, chciałam je podnieść ale z ziemi
wyrósł kolejny szaleniec i zaczął mi wymachiwać i rzucać we mnie drewnianymi
belkami.
Wystarczy mi jak na jedną noc.
skomentuj (0)
08:18:23
2010-06-19
obserwacje
oderwana od siebie
w wąskich przesmykach światła
tworzę w snach miękkie koce i buduję domki z filcu
obca
i nawet herbata smakuje inaczej
odczuwam każdy fragment ciała
skomentuj (0)
08:29:12
2010-06-15
o sobie
Jestem tchórzem i nieogarnionym szaleństwem.
skomentuj (0)
21:48:56
2010-06-07
wieczór
gwiazdy
kwiatami nocy
Czuję się tak, jakby właśnie zaczynał się nowy
film.
A ty błądzisz krętymi ścieżkami, lawirujesz gdzieś
pomiędzy snami.
Zmieniło się. Wszystko się zmieniło. I nic nie jest
już takie samo. Jeszcze tylko Ty - bohaterko tej powieści, w nowe suknie, w nowe
lśnienie, w nowy czas.
Przez chwile miałam problem z oceną realnej
sytuacji. Czy to wszystko naprawdę się działo?
Za oknami rechot żab niesie się po okolicy.
Pierwsze letnie czerwcowe wieczory. Czerwcowe noce.
Czas... sączony delikatnie, spokojnie,
wyrafinowanie. Majestatycznie. W taki czas, zaprosić sen i wtulić się w jego
objęcia...
skomentuj (0)
09:05:04
2010-05-31
pożegnanie
Dziś o jedenastej zdaję lokal. Byliśmy tam wczoraj.
Puste trzy pokoje, zostały żaluzje, lampy i zlew. Zostały też fioletowe ściany,
kolorowy motyl i ten wymalowany na ścianie tekst. Są też dwie dziury po próbie
montażu szafy. Poprosiłam o wsparcie tate. Był ze mną przy podpisywaniu umówy w
biurze nieruchomości dwa lata temu, będzie i teraz.
Niby to zwykła formalność ale jakoś to przeżywam.
W naszej kuchni od sobotniego popołudnia stoi
nowiutki expres dolce-gusto. Dla mnie to takie luksusowe cacko, dzięki któremu
będę mogła spełniać swoje kawowe zachcianki. Przynajmniej to jedno mi teraz
wolno, bo smaku czegoś wyskokowego raczej długo nie posmakuje...
Czuję się inaczej, momentami dość dziwnie. Teraz
akurat tak jakby pomiędzy mną a tym pisanym tekstem była kilkukilometrowa
odległość.
Nie wiem czy ono zasnęło, czy leki go stępiły, ale
zniknęło odczucie nieustannego psychicznego, wewnętrznego bólu.
Nie mam dostępu do znajomego mi na wskrość
dokopywania sobie w najczulszy punkt. Nie mam dostępu do otwierania rany i
posypywania jej solą.
skomentuj (0)
09:28:40
2010-05-21
poczatek
Do moich myśli wkrada się poezja. Boję się jej.
Świat jakby troche zwolnił. Wizyta, rozmowa,
recepty. Jutro jarmark, potem impreza.Jakoś chyba dam rade. Dziś chce mi się strasznie spać.
Czwarta noc bez snów.
Powinnam sie wybrać do kosmetyczki.
skomentuj (0)
09:16:59
2010-05-14
:(
Pada od przeszło tygodnia. Codziennie.
Miałam pójść do lekarza ale z przyczyn niezależnych
się nie udało ale tym razem znalazlam kogos, do kogo dało się umówić na
konkretny dzień i godzinę.
Prawdopodobnie znów @, czuję się jakbym miała za
chwile zemdleć. Tak, musze pamietac, zeby podejść po zieloną wełnę.
Snów duzo ale wszystkie głupie. Najchętniej
zostałabym w łóżku.
Jutro mamy iść na jakaś imprezę.
Nawet pisac nie umiem :(
skomentuj (0)
07:44:15
2010-05-08
stan
Czuję się źle. Próbuje stanąć na palcach, łapać się
tych wszelkich znanych - idz dalej, walcz, dasz rade, to minie.
Jest maj. Najpiekniejszy ponoć miesiąc z tych
wszystkich w roku. Tegoroczny jest mokry, zimny, wilgotny i dość ponury.
Dziś pierwsze warsztaty w nowej siedzibie. Dopiero
pojade po farby i wszystko to co potrzebne. Nawet nie dowiezlismy tam jeszcze
krzeseł.
Były już pierwsze klientki, były życzenia
powodzenia, były gratulacje.
Snił mi się dom chyba był rodziców. Dom miał balkon
i mieszkalismy tam z moim bratem i Jego żoną. Rodzice uznali, że balkon należy
podzielić i zmienić w nim podłogę bo była tam jakas bordowa wykładzina.
"chłopcy" zdzierali po kawałku wykładzinę jak skończyli to po jakimś czasie moja
bratowa postanowiła wejść na balkon tym ich wejściem. Ja na swoją część się nie
odważyłam bo było tam pełno prześwitów w deskach, dziur itp. Stałam w drzwiach
częsci brata i przyglałam sie jak bratowa idzie krok po kroku do przodu.
Sugerowałam też by tego nie robiła, ale usłyszałam ze spoko, ze nic Jej nie
będzie. Podłoga zaczęła uginać się coraz bardziej i bardziej aż nagle pękła a
dziewczyna upadła kilka metrów w dół. Wezwałam na pomoc tate i brata, dzwonili
po karetkę. Potem widziałam tylko jak nieśli ją, twarz miała we krwii.
Długo czekaliśmy na karetkę w końcu przyjechała ale
wjeżdzała na któreś tam piętro po schodach...
Śnił mi się też taki "inny" sen o budziku, o tym ze
zaspałam, że już było dziś.
Może na warsztatach dzisiejszych będę trochę w
teraz i w chwili obecnej, choć najchętniej albo nie wychodziłabym z łóżka albo
pojechała w góry, żeby pobyć samej z drzewami, górami i niebem.
Martwie się ostatnio za nas dwoje, wiem, że to nie
za dobre ale to jest po prostu silniejsze ode mnie. Dzieje się coś czego nie
potrafie określić. Moja wewnętrzna sprzeczność jest jakaś naga i nie wiem w co
ją ubrać.
skomentuj (0)
20:48:32
2010-05-04
nie
Nie piszę, nie będę pisała i nie chcę pisać.
Koniec kropka i Amen.
skomentuj (0)
09:57:44
2010-04-20
sny
Psychiatryk, jakis straszny i ponury. Wchodziłam do
windy, która zatrzymała się między piętrami i zahaczyła mi
spódnicę.
Tańcząca cyganka w duzej sali. Chyba była w ciąży i
na początku była smutna. Pięknie tańczyła...
Stara, bardzo stara skrzyneczka, drewniane pudełko
w nim pełno pyłu, kurzu, i w środku pod zwiniętym suchym liściem żyły kiedyś
ślimaki, zostały po nich małe niebieskie skorupki. Ale samo odkrycie, ze w tej
skrzynce było życie, było dla mnie czymś zjawiskowym.
Prowadziłam rodziców do nowej pracowni. Wchodziło
się przez aule, stało tam pianino, na korytarzu były boazerie a drzwi wyglądały
jak od kancelarii adwokackich, rzezbione. Pracownia była niewielka, dookoła były
okna.
I jeszcze prognoza pogody, taka jak telewizyjna, ze
zmieniającymi się planszami, ktore zwiastowały nadejście ciepła, słońca i
lata...
skomentuj (0)